czwartek, 26 listopada 2020

Sklepik nie tylko kryzysowy

Szanowni Czytelnicy!
Poniżej zebrałem kilka miejsc gdzie zainteresowani, mogą nabyć moje rzeczy (strony sklepów otwierają się po kliknięciu na obrazki), jeśli pojawi się coś nowego post będzie aktualizowany.
Sklepik kryzysowy - kubki, koszulki, plakaty itp. 
 
 
Zbiorek prac starszych, jeszcze przedkryzysowych, skreślonych czarną kreską opowiadań i komiksów, opowieści fantastycznych i groteskowych, na kartach których czytelnik znajdzie między innymi detektywa śledzącego nienarodzonego, kroczący we mgle przedświtu pręgowany koszmar, ostatni rejs szaleńców i pierwszy dzień szkoły (trudno powiedzieć co gorsze), mroczne pakty, mityczne bestie wpatrujące się w Otchłań i gnębionych kryzysem wieku średniego przyjaciół, robiących w zasadzie to samo. Antologia krzepiącego horroru i dzikiej fantazji.
 
"W Sepii" to opowieść graficzna, pozbawiona słów, a nawet komiksowych dymków czy kadrów, snująca narrację tylko i wyłącznie obrazem. Choć czerpie z dziejów Zielonej Góry, nie jest po prostu ilustracją jej historii, to raczej próba uchwycenia nieuchwytnego, symbolicznej esencji, charakteru momentu przełomu, kiedy stara treść ustępuje miejsca nowej, a za maską zmienia się twarz. Mimo zmian języka, który rozbrzmiewał na ulicach, sztandarów, nawet samej nazwy (Prasiae Elysiorum, Grünberg, Zielona Góra), samo miasto zachowywało swój specyficzny charakter, wchłaniając i trawiąc fale kolejnych przybyszy. "W Sepii" opowiada właśnie o ostatniej takiej (nie)zmianie, choć nie jest rekonstrukcją ani ilustracją wydarzeń z 1945 roku; na rysunkach mieszają się dzisiejsze i historyczne motywy, pojawiają się elementy fantastyki i magicznego realizmu... Można tą opowieść graficzną odczytywać właśnie tak - jako fantastykę, metafizyczny, niemy komiks, opowieść symboliczną o przedziwnym mieście.



Zbiór rysunków, mrocznych i gęstych bardziej rejestrowanych niż kreowanych...



Obok kamieni, cegieł i krwi, również opowieści budują miasta. Historyjki, anegdoty, legendy, mity i ciekawostki są nie tylko potencjalną inspiracją i nawozem dla rozmów, sztuki i literatury, ale także istotnym bogactwem naturalnym, inną przestrzenią gdzie wznoszą się i mają, przy odrobinie szczęścia, szansę przetrwać mury Krakowa, Paryża, Rzymu, Tenochtitlán.
Albo Zielonej Góry - Winnego Grodu.
Sto zebranych w tej książce opowieści (którym sekunduje ponad setka ilustracji) wędruje przez dzieje Grünbergu i Zielonej Góry, znaki na niebie, zbrodnie i plagi, cień szarańczy i błysk zorzy polarnej, zastanawiające koincydencje wydarzeń, no i ta wielka historia, która nigdy nie chciała trzymać się wystarczająco daleko. 
Naprawdę, mamy tu o czym opowiadać.


Jeszcze kilkanaście lat temu, w codziennym potocznym myśleniu, Zielona Góra jawiła się nam jako miasto od zawsze spokojne, nawet prowincjonalne, omijane przez zawirowania wielkiej historii, w którym właściwie niewiele się wydarzyło. Dziś, dzięki kolejnym publikacjom wiemy, że to nie do końca prawda, działo się tu całkiem sporo. A momentami działo się jak jasna cholera.

Niniejszą kronikę pisałem i rysowałem w pierwszym roku zarazy, w czasach zamętu i niepokoju, nie pierwszych w historii Winnego Grodu i pewnie nie ostatnich. Odnotowałem w niej wydarzenia wielkie i drobne, mroczne, tragiczne, zabawne, groteskowe; skupiłem się na pewnych wątkach, by śledzić je przez stulecia, jeszcze inne umieściłem, bo po prostu je lubię. Dzieje i klimat Zielonej Góry tworzą trunek o niepowtarzalnym smaku. Przesącza się on powoli także do kultury popularnej, inspiruje „Fantazje Zielonogórskie”, powieści historyczne, kryminały i komiksy. Czytając kalendarium naszego miasta nagle odnajdujemy fragmenty narracji większych, opowieści rozciągniętych na dekady, bywa, że i stulecia. Pewne tematy wracają, w różnych epokach i dekoracjach, mechanizmy władzy, wiary i opresji, błyski ludzkiego geniuszu i obłędu, ponury rytm pożarów, wojen i epidemii, odciskają się w dziejach Grodu Bachusa także kluczowe momenty historii Europy, przemiany religijne i polityczne, zmiany linii granic, barw sztandarów czy politycznych doktryn. Zielonogórskie opowieści wciąż dopiero poznajemy, odczytujemy z gąszczu kronikarskich zapisków, prasowych notatek, zdjęć i pamiętników, zanurzamy ręce głęboko w pełne zeschłych gron, popiołów i kości pokłady, narastające wokół nas nieustannie, rok po roku, warstwa po warstwie, strona po stronie.


Zapas